IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jezioro

Go down 
AutorWiadomość
Narrator
Admin
avatar

Pochodzenie : Świat
Napisanych : 48
Dołączył : 14/01/2014

PisanieTemat: Jezioro   Pią Sty 24, 2014 12:15 am


Największy zbiornik wody, sąsiadujący z Obozem Szkoleniowym
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://beforethefall.board.st
Rhaegar
Strażnik Królewski
avatar

Pochodzenie : Yalkell
Napisanych : 5
Dołączył : 05/07/2014

PisanieTemat: Re: Jezioro   Nie Lip 06, 2014 7:03 am

Każdemu potrzebna czasem chwila samotności, nawet takiej społecznej duszy, jaką jest Rhaegar. Co ciekawsze, pewnie i tak się nikt go tu nie spodziewał. Po co miałby siedzieć nad czymś takim jak jezioro, skoro równie dobrze mógłby w tym czasie obalać kolejne porcje jakiegoś alkoholu? Co, lać mu się zachciało, a wymarzył sobie naturalne tło? Tym razem, nie. Pan Żandarm usiadł przy brzegu i wyjął paczkę papierosów, oczywiście zabierając z niej jednego i podpalając. Giry wkitrał do wody, może żadna ryba mu ich nie odrąbie. W ogóle widział tu ktoś jakąś?
Dzień zapowiadał się idealnie. Fajeczka, pod wieczór piwko. Wszystko to w cywilnych ubraniach, aby udawać, że wcale nie jest szlachciczkiem, jednym ze strażników tego całego króla, co to nawet ich na grubszą ucztę nie zaprosi. Ha, gdyby on był królem... darmowy alkohol co miesiąc dla każdego. Może poza dziećmi, ale za to rodzice by dostawali więcej. Opłacałoby się mieć larwę wtedy, ooo tak. Jemu samemu do potomstwa się nie spieszyło, ba, może w ogóle miał go nie mieć, albo tylko przez przypadek. Co za różnica - jak on zostanie królem, to będzie władcą idealnym. Pochwali, pogłaszcze, a zetnie tylko jak nikt nie będzie patrzył. A jak nie będzie miał dzieci, to przynajmniej żadne nie wymyśli sobie, że go zabije, aby tron szybciej zdobyć.
Po wypaleniu papierosa, zakopał go w niewielkim dołku. Natura się nie obrazi, a ludzie nie skapną. Następnie Rhaegar położył się, jednocześnie kładąc dłoń na oczach. Może wyglądał, jakby miał wielkiego facepalma, ale przynajmniej słońce nie przysrywało go w gały. Co jak co, ale oczu opalać nie musi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marilee
Kadet
avatar

Pochodzenie : Yalkell
Napisanych : 5
Dołączył : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Jezioro   Nie Lip 06, 2014 7:40 am

Trzy lata. Całe trzy lata spędziła w obozie szkoleniowym, wstając skoro świt, kładąc się o późnej godzinie i wykonując masę katorżniczych ćwiczeń, tylko po to by trenować swą kondycję wytrzymałość. W jednej strony to dobrze, że szkolenie było tak ciężkie - słabsze ogniwa już dawno odpadły, dzięki czemu ludzie, którzy nie byli gotowi na dołączenie do wojska, nie musieli walczyć z tytanami. Choć Mari rozpoczęła szkolenie, ponieważ taka była tradycja O'Neill, pewnie gdyby takiej tradycji nie było, i tak sama z siebie zaplanowałaby taką przyszłość. Jeszcze nie wiedziała, jaki Oddział powinna wybrać - wahała się pomiędzy Stacjonarką a Zwiadowczym. Wszystko okaże się po wynikach.
Dzisiejszy dzień o dziwo, mieli wolny. Ich dowódcy musieli wyjechać na jakieś niezwykle ważne spotkanie, toteż kadeci mogli poświęcić czas na odpoczynek. Zaraz po porannych ćwiczeniach dziewczyna odziała się w cywilne, skromne ubrania - jasna koszula i spódnica do kostek, po czym wyszła z obozu i poszła przed siebie.
Tereny Rose wydawały się jej naprawdę piękne. Było tu dużo więcej przestrzeni i naturalności niż zabudowanej i ciasnej Sinie. Za cel wycieczki obrała sobie jezioro, leżące tuż niedaleko obozu. Biegali tu często, dlatego dobrze znała i lubiła to miejsce.
Idąc polną ścieżką, tuż przy brzegu dostrzegła znajomego szatyna. Zmarszczyła niego brwi. Kusiło ją, żeby popchnąć go do wody, jednak powstrzymała się. Stanęła tuż za nim i chrząknęła cicho.
- Rhaegar.- odezwała się, specjalnie, w dosyć dziwny sposób wymawiając jego imię. Roześmiała się mimowolnie.
- Służba nie zając, nie ucieknie. Spytałeś się chociaż Króla, czy Ci pozwolił?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhaegar
Strażnik Królewski
avatar

Pochodzenie : Yalkell
Napisanych : 5
Dołączył : 05/07/2014

PisanieTemat: Re: Jezioro   Nie Lip 06, 2014 8:26 am

Ociężale zrzucił dłoń z twarzy tak, jakby ważyła co najmniej czterdzieści kilo. Dobrze rozpoznawał ten głos, w sumie z tą pindą się wychował. Chłopak przetoczył się na brzuch i podparł brodę dłońmi, zaś nogami zaczął machać w powietrzu.
- Siostra Cioty. - odparł, przedrzeźniając ton Marilee.
Jej brata otwarcie nazywał Ciotą, tak więc ona została mianowana Siostrą Cioty. Często udawał, że przez tą niewątpliwie oryginalną ksywę, zapominał jej imienia. Gorzej, że jej brata imienia zapominał na prawdę... Kiedyś się nauczy, ale to z całą pewnością nie był ten dzień.
- Nawet nie zauważy, i tak się nic nie dzieje. Po tylu latach służby już wiesz, kiedy możesz się zmyć, a kiedy trzeba siedzieć. Może nareszcie sobie Jaśnie Król nauczy sam dupsko podcierać. - powiedział, przewracając oczami.
Następnie usiadł po turecku, jednocześnie wycierając giry w spodnie. Nie ma nic gorszego niż włożenie mokrych stóp do butów.
- Nie chciałabyś, abym ja został królem? Mówię ci, po tym świecie nie chodził tak zajebisty władca, jakim ja bym był. - rozmarzył się krótko i przyjrzał dokładniej rudowłosej - Może nawet pozwoliłbym ci robić mi jedzenie. - dodarł, po czym zaśmiał się, podpierając dłońmi za plecami. - Poza tym co, mnie się czepiasz o ucieczkę ze służby, a sama nie latasz po górach i lasach ze swoimi kolegami-pizdeczkami? A po za tym... co u Cioty? Przy okazji możesz powiedzieć, co u ciebie. - ponownie dało się usłyszeć jego śmiech, który był chyba ostatnim do porównania do "tysiąca dzwoneczków".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marilee
Kadet
avatar

Pochodzenie : Yalkell
Napisanych : 5
Dołączył : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Jezioro   Nie Lip 06, 2014 9:07 am

O ile z początku wściekało ją zachowanie chłopaka i za każdym razem gdy w taki sposób nazwał jej brata, miała ochotę wydłubać mu oczy, z czasem przestała na to reagować. Więc dziś, gdy po raz enty odezwał się w taki sposób, tylko wzruszyła ramionami i wymownie spojrzała w niebo. O niebiosa, czemu ona jeszcze utrzymuje z nim kontakt?
- Marilee. Wychowaliśmy się razem, a nie pamiętasz mojego imienia? Starość nie radość, pamięć już nie ta...- zmarszczyła lekko nos, siadając obok. Po jego słowach, zachichotała cicho. Choć Sina była najbezpieczniejszym ze wszystkich murów, król otaczał się służbą i wojskiem, jakby coś miało mu zagrażać.
- Aż tak blisko jesteście ze sobą?- spytała, zerkając na Niego rozbawiona. Słysząc kolejne jego słowa, po minie rudej mógł wywnioskować, że wydaje się być przerażona tym pomysłem.
- To byłby oficjalny koniec świata. - oznajmiła grobowym tonem głosu. Z całym szacunkiem do Rhaegara, ale on się zwyczajnie nie nadawał na to stanowisko. Dziwiła się, jakim farciarzem musiał być, skoro udało mu się w ogóle dostać taką rangę. Bo na pewno nie oczarował dowódcy zachowaniem i błyskotliwością.
- Na twoim miejscu nie powierzyłabym gotowania komuś takiemu jak ja.- wyszeptała tajemniczo, uśmiechając się kącikiem ust.
- Nigdy nie wiesz czy nie zechcę zepchnąć Cię z tronu...- dodała.
- Jesteś taki monotematyczny z tą "ciotą".- oświadczyła mu, kładąc się wygodnie na trawie.
- To Fitheal. Niedługo namówię go, by skopał Ci za to tyłek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhaegar
Strażnik Królewski
avatar

Pochodzenie : Yalkell
Napisanych : 5
Dołączył : 05/07/2014

PisanieTemat: Re: Jezioro   Nie Lip 06, 2014 10:07 am

- Ja nie muszę pamiętać. - odparł, krzyżując ręce na klatce piersiowej i unosząc z wyższością głowę. - Wystarczą mi przystojna twarz, wspaniałe ciało, miejsce urodzenia i ranga. Pamięć do imion nie jest wymaganym kryterium, by być najlepszym strażnikiem, oraz kandydatem na króla.
Ewidentnie wizja swej osoby na tronie już mu się wpisała w wyobrażenie najbliższej przyszłości.
- Pfff. Chciałby. - prychnął, kręcąc głową - Sądzisz, że dlaczego teraz tu jestem? Jest ulubiona godzina Króla na sranie, więc trzeba się zwinąć. Ogólnie, to ci pozostali strażnicy chyba musieli mu nieźle obciągnąć, żeby dostać tą robotę. I pewnie robią to codziennie: lodzik z rana jak śmietana. Lizodupy zasrane. Ja tu haruję ciężko na swoją posadę, a tamci wezmą w dziób i święci. Wyglądają, jakby w ogóle żadnego treningu nie przeszli. Matko. - mówił cały czas takim głosem, jakby miał się zaraz zrzygać. - Dobra, szybciej coś ich zabije, Króla też i posada moja. - zarechotał jeszcze złowieszczo, pocierając dłonie.
Wbrew temu, co mówił, przyłożyłby wszelkie starania do obrony Zasrańca. Skoro już miał taki zawód, jaki miał, to trzeba było go wypełniać i tym też się kierował. Choć, oczywiście, nie da się zaprzeczyć, że tron by przyjął z otwartymi ramionami. Ale powiedzmy, że najpierw obowiązki, a później przyjemności.
- Oj tam koniec świata. Ty na prawdę nie wiesz, jaki ja jestem mądry, rozważny i w ogóle ideał. - dłonią przeczesał włosy tak, jakby sięgały mu co najmniej do ramion i były blond - taki księciunio.
- Tylko byś spróbowała! - parsknął oburzony - Byś do końca życia się grządkami zajmowała. Po objęciu tronu od razu bym napisał testament, że choćbym nie wiem jaką śmiercią zmarł, choćbym dostał zawału na sraczu, albo skręcił kark spadając z krawężnika, albo nawet najebał się na śmierć... moją ostatnią wolą będzie, abyś wróciła do ogródka. Dziękuję, dobranoc. - zarechotał ponownie i poklepał Marilee po ramieniu.
Ewidentnie był najmilszą istotą na tej planecie.
- Fitco? Fitciota? - powtórzył i zamrugał oczami tak, jakby serio usłyszał w ten sposób - Może być i Fitciota, jakoś się nauczę. A w tyłek, to on dostanie, jak go uśpię i wrzucę Królowi do komnat. Wiesz, co mam na myśli. - ok, to było chamskie i może nieco dziwne, ale... nigdy nie przeczył, że takich tekstów używa.
Poza tym dziewczyn nie wypada dręczyć. Ale ich braci owszem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathlyn
Kadet
avatar

Pochodzenie : Wiocha na zadupiu
Napisanych : 5
Dołączył : 09/02/2014

PisanieTemat: Re: Jezioro   Wto Lip 08, 2014 2:34 am

Przyglądała się im od dłuższego czasu. Nie to, że ich śledziła, czy podglądała po prostu i tak nie miała nic do roboty, a oni sami się napatoczyli. Była tu pierwsza, jeszcze godzinę przed przyjściem żandarma. Chciała być sama, a oni… z resztą i tak jej nie widzieli.
Cathlyn ugryzła kolejne czerwone jabłko, wyjęte z lnianej torby, która wisiała na pobliskiej gałęzi. Sama dziewczyna siedziała na drzewie, na tyle blisko, by słyszeć żołnierzy i na tyle wysoko, by oni jej nie. W sumie mało interesowało ją ich gadanie ale zawsze to jakaś rozrywka. Szczególnie, że Żandarm wydawał jej się szczególnie zabawny. Jeszcze trzy lata temu za jego podejście i rzucane teksty najchętniej nadziałby go na kosę, ale teraz po całym treningu i pracy jaką w siebie włożyła nie dziwiła się mężczyźnie. Szczególnie, iż po obozie rozchodzą się plotki, oj rozchodzą.
Odrzuciła ogryzek za siebie znów sięgając po następne jabłko. Była głodna a do obiadu było jeszcze daleko. Pech chciał, iż uwiesiła się na torbie i gałązka pod wpływem ciężaru wydała z siebie trzask i została pociągnięta ku ziemi przez owoce.
Dziewczyna podniosła wzrok i zaklęła. Musieliby być głusi, jeżeli tego nie usłyszeli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marilee
Kadet
avatar

Pochodzenie : Yalkell
Napisanych : 5
Dołączył : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Jezioro   Sro Lip 09, 2014 7:59 am

Gdy zaczął komentować większość strażników, chrząknęła cicho. Wydawała się być wyjątkowo cierpliwa, albo po prostu przyzwyczaiła się do głupich tekstów chłopaka - bądź co bądź wiele lat spędzili ze sobą, wkurzając sąsiadów czy niszcząc ogródki. Aż dziw, że jej matka nie zabroniła jej zabawy w towarzystwie Rhaegara, z obawy o jej zachowanie. Chociaż fakt, O'Neill nie mieli w zwyczaju trzymania dzieciaków pod kloszem, jak to wiele rodzin w Sinie robiło.
- Pst. Mój ojciec jest strażnikiem królewskim.- wtrąciła się cicho, zerkając na chłopaka bardzo wymownie. Kącik jej ust drgnął.
- No fakt, nie wiem. Może dlatego, że znam Cię już od ponad dziewiętnastu lat i nie jestem taka naiwna.- odparła. von Verndarien był bardzo specyficznym człowiekiem i albo przyzwyczaisz się do jego sposobu bycia, albo będzie wkurzał się przez cały czas. Oczywiście, ma masę zalet - szkoda tylko, że tak dobrze je ukrywał.
Zerknęła na Niego dosyć niepewnie - ogródek? O czym on mówił...?
- J-jakiego znowu ogródka...?- wykrztusiła. - Dobra, lepiej nie mów, wolę nie wiedzieć.- dodała pospiesznie, nie chcąc nakręcać go znów i znów.
- Fitheal. Kiedyś serio Cię za to zamorduję.- dodała z szerokim i niezwykle uprzejmym uśmiechem.
O ile jej brat był przyzwyczajony i na ogół lubił się drażnić w ten sposób, Mari łatwo wściekała się, gdy ktoś śmiał obrażać Fitheala. Chociaż w przypadku tego Żandarma przestała reagować - jak to mówią nie karm trolla.
Wtedy usłyszała trzask rozrywanego materiału i coś twardego uderzyło ją w głowę. Choć nie zdążyła się uchylić, syknęła cicho z bólu i spojrzała do góry. Widząc znajomą twarz, mimowolnie uśmiechnęła się.
- Chyba nie byłabyś dobrym ninja.- stwierdziła pogodnie, a jej uśmiech poszerzył się nieco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhaegar
Strażnik Królewski
avatar

Pochodzenie : Yalkell
Napisanych : 5
Dołączył : 05/07/2014

PisanieTemat: Re: Jezioro   Sro Lip 09, 2014 9:13 am

Dobra, wygadał się? Wygadał. Odetchnął głęboko po tym, jak wyrzucił z siebie sporą garść ochrzanów na pozostałych strażników. Czas na relaks i już się zaczął pokładać, kiedy to Marilee dowaliła tekstem dnia. "To mój ojciec". W tym wypadku było to równie... szokujące(?), co gdyby powiedziała, że jest w ciąży.
Niestety raczej nie osiągnęła większego efektu, gdyż szatyn dostał ataku śmiechu. I to takiego ataku śmiechu, że aż nie wypada takiego mieć. W sumie jego wyciu nie było końca i można było z zegarkiem odliczać minuty. Kiedy w końcu zamknął japę, nie mógł oddychać i ciężko dysząc podniósł się, po czym otarł łzy z oczu.
- Cóż, w sumie to dobrze, że z nim nie gadam. Jeszcze by uznał, że jestem idealnym kandydatem na męża dla ciebie... - zaśmiał się ponownie, lecz krótko i lekko.
Wiadome było, że lubił cisnąć po innych, aby wywyższyć siebie. I cisnął nawet po tych, którzy byli starsi i niby więcej robili, ale co z tego, skoro i tak on więcej w to pracy wkłada i ogólnie jest lepszy? Niech wszyscy docenią jego zasługi, a szczególnie Zasrany Król.
- Naiwna? Po prostu musisz uwierzyć w swojego najlepszego przyjaciela, którym jestem, jak wspomniałaś, od 19 lat. Nie wiem co prawda, jak wytrzymałem z Tobą, jak byłaś lejącą pod siebie larwą śliniącą się ot tak, no ale... doceń to, a nikomu tego nie wypomnę. - ponownie poklepał ją po ramieniu, a wszystko to powiedział tak, jakby nikt inny tak nie robił w stadium noworodka.
Zarechotał pod nosem słysząc jej wymigiwania się od pielenia grządek. Jakby miało jej to pomóc, no ale postanowił już się nie przywalać. Ewidentnie dziewczyna spasowała.
- Pewnie się nie doczekam, żeby sam to zrobił. - burknął i w teatralnym grzeście przewalił oczami.
Wtem coś pierdolnęło. Rhaegar gwałtownie podniósł się i już chciał robić przesłuchanie, dla kogo siedząca na drzewie istota szpieguje, ale nie zrobił tego, gdyż zajął się ponowną beką życia z faktu, że Marilee dostała z jabłek. Z jabłka, z jabłka, z jabłka, z jabłka wjeżdżam. Jedną torbą wyłamuję gałąź. Na szczęście Ruda zdawała się znać... drugą Rudą? Dafuq, jeszcze jego zarażą. Ale spokojnie, może Król ma na to leki.
- Znacie się? Nie muszę jej podtapiać, żeby wygadała dla kogo szpieguje, nie wypaplała niczego przełożonym i zrezygnowała z pracy? - spytał, krzyżując ręce na klatce piersiowej i uśmiechając się nieco wrednie.
Korzystając z chwili, założył buty, a potem jak gdyby w ogóle się nie poruszył, ponownie stanął w wyżej wymieniony sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathlyn
Kadet
avatar

Pochodzenie : Wiocha na zadupiu
Napisanych : 5
Dołączył : 09/02/2014

PisanieTemat: Re: Jezioro   Sro Lip 09, 2014 10:20 pm

- Nie, jeśli nie zajdziesz mi pod skórę. – dziewczyna zeskoczyła z gałęzi lądując w kuckach na twardej ziemi. Na szczęście nie popchnęło ją do przodu, jak to ostatnim czasie jej się zdarzało. Szybko pozbierała torbę i wszystkie jabłka. Założywszy ją na ramie, przedstawiła się, jednocześnie spoglądając mężczyźnie. Spotkało ją miłe zaskoczenie, gdyż wydawał jej się teraz wyższy, niż kiedy była na drzewie.
- Cathlyn Bruce. – uśmiechnęła się strzepując kurz ze swoich starych spodni. Obydwoje byli w cywilu, więc ruda nie czuła się w obowiązku salutowania mu. Zaraz potem zwróciła się do Marilee. – No witam, nie poznałam cię z wysoka. – powiedziała szczerze. W sumie znała dziewczynę tylko z widzenia. Pomimo tego, iż były z tego samego roku, zdążyły dotychczas zamienić tylko parę słów.  Lyn wolała trzymać się z boku, nigdy nie była dusza towarzystwa. – Nie martwcie się, nie szpiegowałam was. Tam i tak ledwo było was słychać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jezioro   

Powrót do góry Go down
 
Jezioro
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zwykłe Jezioro
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Jezioro
» Jezioro Zmian

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Before the fall - Shingeki no Kyojin PBF ::  :: Mur Rose :: Tereny Muru-
Skocz do: