IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Marilee Meallan O'Neill

Go down 
AutorWiadomość
Marilee
Kadet
avatar

Pochodzenie : Yalkell
Napisanych : 5
Dołączył : 06/02/2014

PisanieTemat: Marilee Meallan O'Neill   Pią Lip 04, 2014 1:50 am

{  Imię, nazwisko  }
Mimo, że próbowała dowiedzieć się skąd wzięło się jej imię, nigdzie nie mogła znaleźć na to odpowiedzi. Wychodzi więc na to, że imiona  Marilee Meallan są całkowicie przypadkowe, wymyślone przez "widzimisię" rodziców. Z nazwiskiem jednak wiąże się całkiem przyjemna i interesująca historia, bowiem ród O'Neill to ludzie pochodzenia irlandzkiego, od pokoleń ściśle związani z wojskiem, a konkretnie Żandarmerią.  

{  Pochodzenie:  }
Jest przyzwyczajona do krzywych lub zazdrosnych spojrzeń ludzi, gdy wyjawi skąd pochodzi. Nie czuje się lepsza od innych, tylko dlatego że przyszło jej żyć w Sinie, a konkretnie w dzielnicy Yankell, gdzie jej rodzina przez wieloma laty dostała posiadłość.

{  Wiek:  }
Urodziła się pewnego zimowego poranka, dokładnie dziewiętnaście lat temu

{  Zawód:  }
Jest kadetem na trzecim, i za razem ostatnim roku.

{  Charakter:  }

    Ma swoje wady i zalety - jak każdy. Tylko i wyłącznie od rozmówcy zależy, czy zechce je poznać bliżej.Dziewczyna jest tajemnicza. Sprawia wrażenie cichej, zamkniętej w sobie osoby. Niegdyś nawet przyczepiono jej łapkę aspołecznej, co - szczególnie w przypadku Marilee jest bardzo krzywdzące. Choć dziewczyna raczej stara się trzymać na uboczu i nie wyróżniać, nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktu z ludźmi. Ba, wręcz uwielbia towarzystwo, szczególnie bliskich - jest to coś, co daje jej motywację i chęć do działania. Panicznie boi się samotności.Być może nie otwiera się zbyt szybko przed nowo poznanymi osobami i musi minąć trochę czasu, by była w stanie komuś zaufać, jednak biorąc pod uwagę jak lojalną osobą jest Mari, chyba warto uzbroić się w cierpliwość. Jej słabością jest ból i cierpienie ludzi, nawet obcych. Chętnie niesie pomoc potrzebującym, wiele osób mogło przekonać się już, że dziewczyna nie rzuca słów na wiatr i można na nią liczyć. Marilee jest szczera, czasem nawet aż za bardzo. Otwarcie opowiada o swych przemyśleniach i refleksjach, nieświadomie raniąc co wrażliwsze osoby. Choć nie jest głupia, daleko jej do geniuszu - nie każda strategia jaką obmyśli jest najlepszym wyjściem z sytuacji. Czasami co prawda potrafi wpaść na genialny pomysł, który jak najbardziej nadaje się do wcielenia w życie.Pewna siebie, znająca swoją wartość osoba. Mimo to, nie wyobraża sobie objąć dowództwa nad jednym z oddziałów. Zdecydowanie lepiej czuje się, gdy to ona musi spełniać czyjeś rozkazy. I tu warto wspomnieć, że Mari to typowy żołnierz - lojalny, niezwykle zapatrzony w swego dowódcę, zrobi wszystko co ten rozkaże.Lubi sprawiać wrażenie silnej i psychicznej. Łatwo jednak ją zranić i choć nie pokaże tego wprost, urazę będzie chować w sercu jeszcze przez długi, długi czas.


{  Wygląd:  }

    Nie jest typową pięknością, za którą oglądają się mężczyźni. Nie doczekała i raczej nigdy nie doczeka się swoich fanów. Mimo to, nie jest osobą brzydką - bądź co bądź nie ma problemów ze spojrzeniem w lustro.Jest wysoka, bowiem mierzy ponad metr siedemdziesiąt pięć. Jej waga jest jak najbardziej prawidłowa, ze względu na ciągły wysiłek fizyczny, codzienne treningi i zdrowy sposób odżywiania się. Mięśnie, choć nie są widocznym gołym okiem, jak najbardziej można wyczuć pod palcami. Może i brakuje jej typowo kobiecych krągłości, jednak nie jest deską. Co to, to nie.Mimo że powtarzano jej, że tak długie włosy nie są atutem w wojsku i powinna się ich pozbyć, nigdy nie przeszło jej przez myśl, by je ściąć. Zatem rosły, rosły i aktualnie sięgają jej do połowy pleców. Co prawda ich kolor jest raczej pospolity - w ciemnym pomieszczeniu ciężko określić czy są rude czy brązowe, jednak w słońcu nabierają ładnego, pomarańczowego. Na ogół stara się spinać je na różne sposoby - kitki, warkocze, koki, jednak często można ujrzeć ją w rozpuszczonych.Cechami wyglądu, które dziewczyna bardzo u siebie lubi, są jeszcze oczy - duże, o migdałowym kształcie i nieokreślonym kolorze, który w zależności od kąta padania światła staje się ciemniejszy i jaśniejszy. O czym warto wspomnieć to to, że podczas lata policzki i nos O'Neill zostają obsypane piegami, które jednak znikają, wraz z kończącą się gorącą porą roku.Ubiera się tak, jak większość kobiet. Na służbie z dumą nosi mundur, jednak będąc w cywilu, spodnie nie do końca jej pasują - ma pewne zasady wyniesione z domu. Na ogół przyodziewa sukienki bądź spódnice, sięgające do kostek i nieco ponad nie. Są one w kolorach stonowanych, nie rzucających się w oczy.Będąc w Sinie stara dostosować się do mody, jaka panuje na ulicach. Nie ma więc problemu z założeniem szytej na miarę, długiej zdobionej sukienki w ciekawym, nietuzinkowym kolorze.Z biżuterią nie przesadza.


{  Historia:  }

    "Nie jesteśmy rodem szlacheckim, a mimo to nasza historia jest czymś ciekawym, wartym opowiedzenia. Sięga daleko, jeszcze do czasów, nim ludzkość zamknęła się w klatce. Zawsze lubiłam przyglądać się olbrzymiemu drzewu genealogicznemu, jakie znajdowało się w jednym z pokojów posiadłości. Uwielbiałam siadać na kolanach ojca i słuchać opowieści o niektórych członkach rodziny, którzy w jakiś sposób przysłużyli się tym, by ich historia została zapamiętana. Tata miał talent do opowiadania. Nawet, jeżeli niektóre z opowieści były zmyślone czy nieco podkoloryzowane, chłonęłam je niczym gąbka wodę marząc, że w przyszłości również będę kimś wyjątkowym. Tak jak mama.Chociaż może lepiej nie do końca. Moja matka to bardzo specyficzna osoba, której większość Żandarmerii zwyczajnie się obawia. Wcale im się nie dziwię. Tradycjonalistka, służbistka, brutalna, nie tolerująca sprzeciwu... niezła mieszanka wybuchowa. Chce ustawić Żandarmerię do pionu, całkowicie zlikwidować korupcję i pogląd, że żołnierze z tego korpusu to pazerni egoiści, myślący o swoich sprawach. Mimo, że jest kimś szanowanym, do dziś nie dała rady przejąć dowództwa nad całą dywizją – chodzą pogłoski, że z przyjemnością zepchnęłaby dowódcę z tej posady. Nawet siłą. Póki co jednak musiała zadowolić się dowodzeniem nad niewielką grupą żołnierzy.Matka potrafiła jednak oddzielić pracę od rodziny. W domu nie mieliśmy wojskowego rygoru i choć mama nie była tak kochana i czuła jak potrafiły być matki, wiedzieliśmy, że byłaby w stanie zrobić dla nas wszystko. Potrafiliśmy to docenić.Ojciec również był Żandarmem, lecz nie tak wysoko ustawionym jak mama. Jako młody chłopak ukończył szkolenie z bardzo wysokim wynikiem, co też pozwoliło mu objąć posadę Strażnika królewskiego. Matka wielokrotnie wypominała mu, że jego praca polega na staniu i wysłuchiwaniu marudzenia rodziny królewskiej, że marmurowe podłogi im się znudziły i muszą sprawić sobie jakieś inne. Nie kłócili się jednak – ojciec jest bardzo spokojnym, cierpliwym człowiekiem i zawsze ustępuje, nie chcąc wywołać niepotrzebnej awantury. Choć początkowo O'Neill zamieszkiwali tereny Rose, zdecydowali się powiększyć swe wpływy i co najważniejsze – przenieść posiadłość do Siny. Okazało się to łatwiejsze, niż spodziewaliNasza rodzina miała głęboko zakorzenioną tradycję, że każdy, bez wyjątku musiał trafić do wojska. Jako że ja i Fitheal byliśmy z głównej gałęzi rodziny, o ile tak to można nazwać, z góry przesądzone było, że musimy trafić do Żandarmerii. O'Neill wykorzystali tę tradycję, by podpisać swojego rodzaju umowę z jednym rodów szlacheckich zamieszkującego Sinę. Ci zaoferowali dużą posiadłość, w zamian za ochronę i opiekę. Nic dziwnego więc, że było nam pisane, by trafić do Żandarmerii. Wtedy byłam jeszcze zbyt mała, by się buntować. Poza tym, podobała mi się myśl, że mogę być tak szanowana i zauważalna jak matka. Nie myślałam o innych, równie ciekawych zajęciach. Dzieciństwo miałam beztroskie i spędziłam je na czytaniu, zabawie z bratem, grze na pianinie i nauce medycyny. O tak, medycyna była czymś niezwykle pasjonującym.Wiem, że Fitheal nie chciał walczyć. Nie mówił o tym otwarcie, jednak widziałam jego wzrok, gdy ktoś wspominał o szkoleniu. Był niechętny do ćwiczeń, książki o tytanach nie interesowały go. Chciał być beztroskim artystą – rysować, grać. I faktycznie, miał do tego niezwykły talent – przynajmniej wiem, kto zabrał moją część zdolności rysunkowych.Byliśmy nierozłączni. Ja, ruda dziewczynka, stąpająca twardo po ziemi i Fitheal – chłopiec spokojny, empatyczny i bardzo cichy. Uzupełnialiśmy się w każdej dziedzinie. Byliśmy idealnie dobrani.Wtedy nadszedł czas szkolenia. Jako trzynastolatka byłam bardzo pewna siebie i jeżeli chodziło o brata, potrafiłam walczyć jak lwica. Na nic zdały się rozmowy, że Fitheal na szkolenie zwyczajnie się nie nadaje, że on nie chce. Zarówno ojciec jak i matka byli nieugięci i postawili sprawę jasno, na koniec dodając bezczelnie, że jeżeli ja chcę zrezygnować, mogę to zrobić. Nie pozostało mi nic innego, jak dać z siebie wszystko i wspierać bliźniaka. Sam okres szkolenia wspominam naprawdę dobrze. Ba, to były chyba najlepszy okres z mojego całego życia. Na początku faktycznie, nie było łatwo. Większość osób pochodziło z Marii i Rose, więc dosyć krzywo patrzyli na mnie, jako mieszkankę Siny. Drażniło ich moje pochodzenie, moje nazwisko. O ile co do pochodzenia nie reagowałam, tak nigdy, ale to przenigdy nie odpuściłam, gdy ktoś posunął się za daleko i naruszył dobre imię O'Neill. Z drugiej strony jednak starałam się ich zrozumieć – czuli się niepewnie, gdyż zarówno ja i Fitheal mieliśmy zająć dwa miejsca z całej dziesiątki szczęśliwców, którzy dołączą do elity. A wiele osób było tam właśnie z tego powodu. Ich status majątkowy nie pozwalał na życie w Sinie, więc dostać się tam mogli,  tylko i wyłącznie przez dobre wyniki na szkoleniu. Z czasem przestali traktować nas jak bogate dzieciaki, które mają ochotę na fajną przygodę. Zyskałam szacunek ciężką pracą i tym, że niechętnie mówiłam o wstąpieniu do Żandarmerii. Będąc kadetem dostrzegłam o wiele ciekawsze rozwiązania – Zwiadowcy czy Stacjonarka zdecydowanie bardziej pasowały do mnie. Postanowiłam, że jeżeli bratu uda się być w dziesiątce najlepszych, pójdę do Zwiadowców. Nie będzie mnie już potrzebował, bo za murami Siny ludzie są bezpieczni. Jeżeli jednak to się nie uda, wstąpię do oddziału Stacjonarnego, by mieć na niego oko. Można powiedzieć, że od jego wyników zależała moja dalsza przyszłość. W końcu miałam tylko jego i czułam obowiązek, by się nim opiekować. Zaczynałam powoli dostrzegać zmiany, zachodzące w bracie. Coraz mniej się starał, jego wyniki były coraz to słabsze, co wywoływało gniew rodziców. Choć nie mówił o tym otwarcie, widziałam, że zrobi wszystko, by nie być w dziesiątce najlepszych. Chciał pokazać rodzicom, że to do niego należy decyzja? Że nie mają na niego wpływu, bo to jego życie? Zapytany o powód, zbywał mnie.  Wszystko jednak rozstrzygnie się w dniu, w którym ukończymy szkolenie. Całe szczęście, że moja matka nie planuje szukać mi kandydata na męża - uznała, że skoro nie jestem dziedzicem całego majątku, mogę robić to co chcę.Nie wykluczam, że w przyszłości będę miała szczęśliwą rodzinę. Chcę jednak założyć ją z kimś, kogo sama wybiorę i wtedy, kiedy będę chciała. Nazywam się Marilee Meallan O'Neill i moja historia dopiero się zaczyna."


{  Ciekawostki:  }

. Ma dosyć specyficzny, irlandzki akcent, który dla wielu osób wydaje się zabawny. Niektórzy jednak uważają go za przeuroczy.

. Potrafi tańczyć, grać na pianinie i jeździć konno. Są to umiejętności, które w Sinie niemal każdy dzieciak musi nabyć, więc nie czuje się z tym niezwykła czy wyjątkowa. Interesuje się również medycyną, jednak nie jest to coś, z czym chce wiązać swą przyszłość.

. Nie pije i nie pali. Uważa to za coś obrzydliwego.

. Lubi za to zacząć dzień od herbaty. Co jak co, ale to jest właśnie napój bogów.

. Oprócz tego przepada za kotami, choć nie w każdym przypadku jest to miłość odwzajemniona.

rezerwuję sobie wygląd Asuny z SAO i Anki z Frozen <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Marilee Meallan O'Neill
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Before the fall - Shingeki no Kyojin PBF ::  :: Karty Postaci :: Zaakceptowane-
Skocz do: